Misiek od kuchni [odc. 3 - Kleczew]

Maciek.

Marcin Matysiak oraz jego koledzy z obrony w tym sezonie są pod szczególną obserwacją. Jest to jednak robione dla dobra samego zespołu, a i kibice potraktują to jako ciekawostkę. W ataku póki co jakoś nam się tam układa. Raz było lepiej, raz gorzej. Miewaliśmy mniej bądź więcej okazji bramkowych, ale jak do tej pory, w każdym meczu udało się coś strzelić. O strzelanie bramek w futbolu głównie się rozchodzi, ale obrona jest drugą istotną sprawą i ten cykl ma na celu pokazanie i wyeliminowanie błędów. Pora na materiał z Kleczewa.

Trzeba jasno powiedzieć, że Sokół spośród dotychczasowych rywali przysporzył naszej defensywie najwięcej pracy. Wda i Kalisz niewiele pokazali. Przodkowo grało długie piłki, które zbijali w głównej mierze Tomasz Wypij i Piotr Karasiński. Sporo tego było, ale kleczewianie grali bardziej urozmaicony futbol, szczególnie w pierwszej połowie. Nie znaczy to jednak, że byli zespołem nie do pokonania.

Na gorąco po meczu pisaliśmy, że Sokół raczej lepszy. Jednak im dłużej człowiek przyjrzy się temu meczowi, to zauważy, że rywal robił dużo wiatru, a konkretów nie było za wiele. W pierwszej połowie poszalał Przemysław Kędziora. Dwukrotnie Marcin Matysiak wygrał pojedynki idealnie wychodząc naprzeciw pędzącemu skrzydłowemu. Do tego dwa niecelne strzały, które przy lepszym uderzeniu mogłyby sprawić więcej problemów naszemu bramkarzowi, ale nie stworzyły i nie ma co gdybać.

W drugiej połowie dwa poważniejsze zagrożenia i straciliśmy dwa gole. Błędy popełnione przez zawodników z pola, jako ostatnia instancja, mógł naprawić Matysiak. Jednak tak się nie stało i musieliśmy przełknąć gorzką pigułkę. Przy pierwszej sytuacji Marcin spóźnił się do piłki odbitej od poprzeczki, chociaż gdyby piłkę głową zbił Karol Szopiński, to byśmy o tej akcji w ogóle nie dyskutowali. Przy drugim golu nasz bramkarz również miał szanse na skuteczną obronę. Piłka leciała w środek, przełamała ręce i stało się…

Obrona generalnie jakoś tam wychodziła obronną ręką po akcjach Sokoła, jednak za dużo dołożyliśmy od siebie w to, by komplet punktów został w Kleczewie. Marcin Matysiak miał cztery szanse do wykazania się. W dwóch zachował się perfekcyjnie. W dwóch na pewno mógł zrobić więcej i nasz golkiper zdaje sobie z tego sprawę. Było to szczególnie widoczne tuż po wyjściu z szatni.

Film ten z pewnością posłuży defensywie za materiał szkoleniowy i wierzymy, że nauka nie pójdzie w las. Wnioski mamy zamiar oglądać w sobotę przeciw Leśnikowi Manowo. Wydaje się, że to dobry rywal na przełamanie, ale niech pewność siebie nas nie zgubi.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież