Dużo pracy przed nami [relacja]

Maciek.

Bałtyk Gdynia przegrał z KKS Kalisz 2:3 (1:1). Byliśmy drużyną słabszą. Czeka nas dużo pracy, by gra nam się zazębiała. Nie potrafiliśmy przejąć inicjatywy. Nie stwarzaliśmy akcji pod polem karnym rywali. Gra wyglądała blado, a mimo to, mieliśmy chwilę dużej radości, gdy niespodziewanie wyszliśmy na prowadzenie. Goście jednak szybko odpowiedzieli bramką i po chwili poprawili. Mecz kończyliśmy w dziesiątkę po tym, jak Cezary Gołubiński obejrzał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę (79'). 

baltyk gdynia III liga, 1. kolejka: 12.08.2017 r. godz. 17:00  kks kalisz
BAŁTYK GDYNIA 2-3 KKS KALISZ
Matysiak - Gołubiński, Kostuch, Korpalski, Kochanek, Bartlewski, Duszkiewicz, Kuzimski, Rychłowski, Letniowski, Duda   Pogorzelec - Palat, Lis, Gawlik, Łepski, Owczarek, Kowalski, Tunkiewicz, Ciesielski, Żegleń, Jankowski
1. połowa
  0-1 R. Jankowski gol 23'
37' gol S. Rychłowski 1-1  
    Ł. Żegleń zk 44'
2. połowa
54' gol M. Kuzimski 2-1  
  2-2 B. Ciesielski gol 55'
    R. Łepski out Ł. Grabowski in 56'
  2-3 M. Lis gol 61'
    T. Kowalski out S. Stoychew in 81'
67' zk C. Gołubiński    
67' zk P. Kostuch    
73' in D. Klecha out S. Rychłowski    
77' in D. Podkański out A. Korpalski    
79' zkczk C. Gołubiński    
    B. Ciesielski out K. Chojnacki in 81'
81' in A. Proena out S. Bartlewski    
    O. Pogorzelec zk 82'

Do momentu straty pierwszego gola na boisku nic ciekawego się nie działo. A i akcja bramkowa nie zapowiadała, że na tablicy wyników jedno zero zmieni się w jedynkę. Pusty przelot zanotował Marcin Matysiak i Rafał Jankowski nie miał problemu z ulokowaniem piłki w siatce. Nie ma co wieszać psów na naszym bramkarzu. Bardzo rzadko zdarzają mu się takie błędy. To drugi najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu w głosowaniu kibiców. Statystycznie rzecz ujmując, kolejnego błędu Marcina możemy spodziewać się w przyszłym roku.

Kaliszanie prowadzili grę, częściej utrzymywali się przy piłce. Nie przynosiło to im za wielu sytuacji bramkowych, ale przynajmniej nie niepokoili się, że będzie zagrożenie pod ich własną bramką. Z ich przewagi rodziły się rzuty rożne, które były bardzo dobrze bite w pole karne. Stąd późniejszy gol, ale w tym fragmencie meczu dośrodkowanie trafiło w pierwszy słupek naszej bramki – Matysiak kontrolował lot piłki. Po sekundzie niecelna dobitka przyprawiła nas o wzrost pulsu.

Od samego startu spotkanie było senne. Bałtyk miał ogromne problemy z przeniesieniem gry na pole przeciwnika. Obrazki na murawie nie zachwycały. Ciekawiej było na niebie, gdzie można było podziwiać akrobacje lotnicze. Biało-niebiescy tak mnie uśpili, że przegapiłem gola wyrównującego. Juliusz Letniowski wyłożył piłkę Szymonowi Rychłowskiemu i nieoczekiwanie mieliśmy gola wyrównującego. Tak jak gra Bałtyku jest do poprawy, tak samo i ja muszę poprawić formę i koncentrację za kamerą. Idąc za wywiadami piłkarskimi mogę rzec, że to była bardzo ważna lekcja dla mnie, nie można ani na sekundę tracić czujności, tak się dziać nie może, wyciągnę wnioski, obiecuję poprawę, od następnego meczu wyeliminuję błędy, wrócę mocniejszy. Za tą gafę przepraszam i kibiców i drużynę ze strzelcem na czele.

Tuż przed zejściem na przerwę mocno, ale w boczną siatkę uderzył Mateusz Kuzimski.

W dziewiątej minucie drugiej połowy Bałtyk objął prowadzenie. Po tak prezentowanej grze byliśmy w lekkim szoku. Po rzucie z autu wymieniliśmy kilka podań na jeden kontakt i Kuzimski ładnym strzałem pokonał bramkarza z Kalisza. Cała akcja i gol musiały się podobać.

Z racji objęcia prowadzenia w szoku też musieli być nasi zawodnicy. Odpowiedź była natychmiastowa. Serię naszych błędów wykorzystał finalnie Błażej Ciesielski. Oba gole dzieliło 71 sekund.

Na kolejny cios nie musieliśmy długo czekać. Po rzucie rożnym przypadkowe uderzenie i przegrywaliśmy 2:3. Przypadkowe, bowiem Marcin Lis przestraszył się naszego stopera, a piłka odbiła się od barku tego pierwszego. Sędzia z chorągiewką zasygnalizował, że piłka przekroczyła linię bramkową. Kilka minut do góry nogami wywróciły nasze nastroje.

W 79. minucie Gołubiński otrzymał drugą żółtą kartkę i musieliśmy radzić sobie w dziesiątkę. Sytuacja ta była tym bardziej istotna, że moim zdaniem arbiter błędnie wskazał zawodnika faulującego. To Sebastian Bartlewski był głównym winowajcą faulu. Sytuację wskażemy na skrócie meczu i może zgłosimy się do jakiegoś sędziego z oceną tej sytuacji. Skoro konto na twitterze Arbiter Cafe zostało usunięte, to zwrócimy się do kogoś innego.

W kolejnych minutach Matysiak obronił strzał głową, a Bałtyk delikatnie przycisnął w ostatnich już fragmentach spotkania. Na finiszu mieliśmy dwa rzuty rożne. Pierwszy wykonany tragicznie. Po drugim byliśmy bardzo blisko bramki wyrównującej. Letniowski niewiele się pomylił uderzając z 16 metrów.

Drużyna gości była zespołem lepszym. Mieli przewagę w posiadaniu piłki i częściej gościli na naszej połowie. Wprawdzie sytuacji bramkowych nie mieli dużo, ale po prostu będąc przy piłce mieli większe prawdopodobieństwo, że coś urodzi się z ich ataków. Ich gra sprawiała, że to my nie mogliśmy pozwolić sobie na błędy. To ich gra sprawiała, że mieli sporo rzutów rożnych. Swoje założenia zrealizowali w stu procentach. Osiągnęli to, co chcieli.

O grze Bałtyku można mówić tylko w negatywnych słowach. Nie byliśmy w stanie przenieść ciężaru gry na połowę KKS. Pojawiały się błędy w podaniach, w ustawieniu, w przyjęciu piłki. Dużo tego było. Mimo to, strzeliliśmy dwie bramki. Ta sztuka nie udała się nam jesieni poprzedniego roku, tyle że wówczas przez całą rundę w Gdyni straciliśmy 6 bramek.

Posiłkowaliśmy się żargonem budowlanym. Gdy wydawało nam się w czerwcu, że nasz dom jest na ukończeniu, że trzeba zbudować dach i otynkować mury, w naszą budowlę wjechał ciężki sprzęt i wszystko zburzył. Trener Sebastian Letniowski dostał zadanie budowy domu od nowa. Projektanci mieli inną wizję i teraz majster musi dopilnować, by organizacja robót przebiegała zgodnie z harmonogramem. Jesteśmy na etapie wykopów pod fundamenty. Na szalunki jeszcze przyjdzie czas. W pierwszym meczu było gołym okiem widać, że każda formacja ma wiele do poprawy. Wszyscy zawodnicy muszą ciężko pracować, by gra w końcu mogła jakoś wyglądać.

Po szesnastu latach przegraliśmy mecz inaugurujący sezon. W 2001 roku przegraliśmy również 2:3. Dwa gole Wiśle Tczew strzelił Marek Penar.

Zadebiutowało ośmiu zawodników: Adrian Kochanek, Arkadiusz Korpalski, Przemysław Kostuch, Sebastian Bartlewski, Łukasz Duszkiewicz, Juliusz Letniowski, Adam Duda, Damian Podkański.

Sytuację z bramką Szymona Rychłowskiego uratował KKS Kalisz TV

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież