- II liga? Nie ma mowy! Żenujący mecz Bałtyku

Maciek.

baltyk gdynia III liga, 32. kolejka: 9.06.2017 r. godz. 18:00  kschw
BAŁTYK GDYNIA 0-1 KS CHWASZCZYNO/strong>
Matysiak - Szopiński, Sadowski, Karasiński, Wypij, Garczewski, Zyska, Sosnowski, Poręba, Ruszkul, Bejuk   Kamola - Regulski, Portasiński, Wolak, Wawszczyk, Hebel, Mosiejko, Kuss, Tolstiak, Arndt, Węsierski
1. połowa
  0-1 M. Hebel gol 32'
43' zk T. Wypij    
    M. Hebel zk 43'
2. połowa
46' in D. Klecha out M. Poręba    
    P. Arndt out K. Cysewski in 64'
68' in K. Rzepa out K. Garczewski    
68' in M. Buławski out P. Ruszkul    
    A. Wolak zk 72'
78' in M. Młynarczyk out F. Sosnowski    
    M. Hebel out P. Duda in 80'
    D. Mosiejko zk 81'
    M. Węsierski out P. Kołodziej in 90+1'
90+3' zk M. Buławski    

ZAPOWIEDŹ | SKRÓT | RELACJA [kibice]


RELACJA


Bałtyk Gdynia przegrał z KS Chwaszczyno 0:1 (0:1). Jedynego gola strzelił Maksymilian Hebel (32'). Beznadziejny finisz sezonu. Najpierw przegraliśmy finał z Lechem II Poznań, a następnie mecz, który mógłby podtrzymać nas przy życiu w walce o awans. Dziś spieprzyliśmy sobie to, na co tak ciężko pracowaliśmy przez cały sezon. Momentami tego meczu nie dało się oglądać. Sytuacje strzeleckie? Pojedyncze. Dominowały złe zagrania i makabryczne dośrodkowania ze stojącej piłki (rzuty rożne, rzuty wolne). Biliśmy głową w mur, a rywale nastawili się na kontry i jedną z nich wykorzystali. W dodatku nasze nadzieje na zwycięstwo zmalały, gdy został zmieniony najlepszy zawodnik na boisku - Krzysztof Garczewski. W tym samym momencie zmianę dostał Piotr Ruszkul. Bardzo rzadko wchodzimy w czyjeś kompetencje, ale może trzeba było zaryzykować i zagrać na trójkę obrońców jednocześnie zostawiając tych dwóch zawodników na boisku. Ten mecz pokazał nam również poziom naszych młodzieżowców... Chwaszczyno do dziś na wyjeździe w tym sezonie przegrało 80% meczów. Swój bilans poprawili sobie dzięki biało-niebieskim. Jesteśmy pierwszym zespołem, który nie wbił KSCh gola na swoim terenie. Pierwszy raz w tym sezonie przegraliśmy dwa mecze z rzędu. Rzecz ma miejsce w najważniejszym fragmencie sezonu, więc to jasno pokazało nam nasze siły w walce o drugą ligę. Znów nie tym razem. Aż chce się powiedzieć, Bałtyk Gdynia czwarta liga... bo przed nami czternasty sezon na czwartym poziomie rozgrzewkowym. 


O naszej kompromitacji z KS Chwaszczyno każdy już wie, natomiast nie każdy ma świadomość przebiegu meczu. Stąd po ochłonięciu i zebraniu myśli przedstawiamy relację z piątkowej porażki. W skrócie: spora przewaga, ale tylko jedna setka, w dodatku kilka błędów w obronie i nieszczęście gotowe. Kto chce sięgnąć po więcej szczegółów, zapraszamy poniżej.

Na pierwszy celny strzał czekaliśmy kwadrans. Wtedy to Poręba uderzył do koszyczka bramkarzowi. Zza pola karnego nad bramką strzelił Bejuk (19’). Sosnowski z rzutu wolnego celnie, ale Kamola pewnie interweniował (26’). Mieliśmy optyczną przewagę, częściej atakowaliśmy, ale brakowało konkretów. Goście przeczekali ten okres i dwukrotnie poważnie zaatakowali. Dwukrotnie w środku boiska zrobił się ogromny krater. Wyrwa na boisku, w której dwukrotnie z piłką ostatecznie znalazł się Hebel. Za pierwszym razem chybił, za drugim piłka wylądowała w sieci. W obu przypadkach najmocniej zaspał Sosnowski, bo to z jego strefy wbiegał Hebel. Ogólnie przy akcji bramkowej powrót naszych zawodników nie wyglądał najlepiej. Mocny pstryczek w ucho, ale byliśmy niemalże pewni, ze mecz dopiero nabierze rumieńców i podniesiemy się, jak to miało ostatnio miejsce z rezerwami Pogoni Szczecin.

Obraz gry niewiele się zmienił. Atakowaliśmy, ale w kiepskim stylu. Brakowało dokładnego podania w pole karne, a bez tego nie da się strzelić bramki. Groźniej się zrobiło po rzucie rożnym gdy główkował Zyska, ale Kamola pozostał na posterunku.

Nie potrafiliśmy przystemplować naszej przewagi. Cztery oddane strzały nie mogły zaskoczyć bramkarza. W defensywie popełniliśmy dwa ogromne błędy w ustawieniu i jeden z nich zakończył się fatalnie.

W 53. minucie mieliśmy najlepszą okazję w meczu. Piłkę za plecy obrońców posłał Zyska. Bejuk uprzedził bramkarza i do pokonania została mu tylko jedna przeszkoda – obrońca, a za nim była już tylko bramka. Niestety nasz napastnik strzelił fatalnie, obrońca na luzie wybił piłkę na rożny. Było dosyć czasu i miejsca by sobie przygotować piłkę i oddać dużo lepszy strzał. Chwilę potem w odstępie dwóch minut oglądaliśmy dwie dobre centry Szopińskiego. Przy pierwszej nad poprzeczką huknął Bejuk, przy drugiej celnie główkował Zyska, jednak Kamola zanotował ładną paradę. Z rzutu wolnego sprzed pola karnego uderzał Zyska, ale postawił na siłowe rozwiązanie, choć prosiło się o strzał nad murem. To był najlepszy fragment gry Bałtyku w tym meczu. Trzy dobre akcje, po których mogliśmy liczyć na strzelenie bramki i rzut wolny z bliskiej odległości.

W 67. minucie nastąpiła w naszych szeregach podwójna zmiana. Zejście Ruszkula jeszcze da się wytłumaczyć (nie był to jego dobry mecz, rzadko był przy piłce, strzału nie zaliczył), chociaż jeśli liczyliśmy na odrabianie strat i walkę do końca, to właśnie może on by wykazał się doświadczeniem i sprytem. Kilka bramek zdobył właśnie w taki sposób wkładając gdzieś tam nogę, znajdując się w odpowiednim miejscu w polu karnym. Natomiast zejście najlepszego zawodnika w tym meczu – Garczewskiego – było mocno niezrozumiałe. To właśnie prawoskrzydłowy generował najwięcej rajdów, to po jego akcjach mogliśmy liczyć, że w końcu coś wpadnie. Silny, szybki, trudny do dogonienia… a jednak zadecydowano, że to było za mało tego dnia. Nie takich zmian się spodziewaliśmy w momencie, gdy trzeba było walczyć o zwycięstwo i możliwe, że jeszcze o ratowanie sezonu, o przedłużenie nadziei na awans.

I to było na tyle, jeśli chodzi o nasze akcje w tym meczu. Emocje się skończyły po wspomnianym rzucie wolnym Zyski (67’). Ostatnie 25 minut meczu poszło na marne. Nic nam nie wychodziło. Nie było pomysłu. Rosło tylko zdenerwowanie i bezsilność. Ten zły moment wykorzystali goście, którzy po dłuższym czasie w końcu zagrozili naszej bramce. Pierwsze zagrożenie sprokurował sobie sam Matysiak, który wybił piłkę pod nogi rywala, ale zdołał się z tej sytuacji wybronić. Następnie KSCh miało sytuację trzech na dwóch, ale Hebel kiepsko uderzył. Do odnotowania również niecelne strzały Wawszczyka i Tolstiaka.

Co z tego, że mieliśmy sporą przewagę i większość meczu przebywaliśmy na połowie gości. Na nic to się zdało. Wypracowaliśmy sobie tylko jedną bardzo dobrą sytuację. To zdecydowanie za mało jak na mecz, w którym mieliśmy walczyć o zachowanie szans na awans. Brakowało dokładności i momentami umiejętności. Ostatnie 25 minut przespane. Goście postawili na skoncentrowaną grę w obronie licząc, że w przodzie w końcu będą mieć swoje sytuacje. W pierwszej połowie dwa razy zrobiła się wyrwa w środku pola i goście skorzystali z nadarzającej się okazji. W drugiej połowie również przeczekali nasze ataki i w ostatnim fragmencie meczu doszli do głosu.

Na koniec osobny akapit poświęcamy stałym fragmentom gry. W skrócie będziemy nimi zanudzać widzów, ale chcemy pokazać, jak je wykonywaliśmy. Chodzi o dośrodkowania (rzuty rożne i rzuty wolne) w pole karne. Takich zagrań odnotowaliśmy 17 i tylko 8 było do zaakceptowania.

Gładko przegraliśmy finał we Wronkach. Liczyliśmy jednak na szansę w repasażach, ale te rozegraliśmy fatalnie, w dodatku z dużo niżej notowanym zespołem. Nie tak wyobrażaliśmy sobie zażartą walkę o drugą ligę… Dziękuję za uwagę.