- Bolesna rzeczywistość

Maciek.

baltyk gdynia III liga, 23. kolejka: 12.04.2017 r. godz. 18:00  Gornik Konin
BAŁTYK GDYNIA 2-2 GÓRNIK KONIN
1. połowa
  0-1  A. Sieradzki gol 29'
35' zk A. Atanacković    
2. połowa
  0-2  M. Adamczewski gol 50'
61'  in D. Klecha out M. Poręba    
61'  in K. Wesołowski out K. Rzepa    
62' gol T. Bejuk  1-2  
    P. Błaszczak out J. Paczyński in 67'
75'  in P. Ruszkul out M. Kuzimski    
75'  in M. Młynarczyk out F. Sosnowski    
    A. Sieradzki out M. Majer in 78'
83' gol P. Ruszkul  2-2  
    J. Groszkowski out K. Sobieraj in 87'
87' zk K. Wesołowski    
    K. Krzyżanowski zk 87'
     
Matysiak - Szopiński, Karasiński, Sadowski, Wypij, Rzepa, Atanacković, Sosnowski, Poręba, Bejuk, Kuzimski   Kołodziejczak - Augustyniak, Wypych, Krzyżanowski, Adamczewski, Majewski, Radoszewski, Sieradzki, Groszkowski, Antosik, Błaszczak
Zapis relacji live

ZAPOWIEDŹ | ZAPOWIEDŹ [kibice] | SKRÓT | RELACJA [kibice] | GALERIA [Paweł] 


RELACJA


Bałtyk Gdynia tylko zremisował z Górnikiem Konin 2:2 (0:1). Mogło być gorzej, bo goście prowadzili 2:0. Wtedy to gdynianie mocniej zaatakowali, a rywale cofnęli się licząc, że zagęszczoną defensywą dowiozą zwycięstwo do końca. I mieli słuszne ku temu podstawy, bo naszej drużynie w zasadzie gra się nie układała. Na nasze szczęście wciąż dobrzy jesteśmy przy stałych fragmentach gry i rzut rożny dał nam pierwszy oddech. Kolejne ataki przyniosły wyrównanie, ale happy endu tym razem nie było. W ostatniej akcji meczu Górnik zmarnował wyśmienitą okazję.

Bałtyk przez pierwsze prawie całe dwa kwadranse miał przewagę. Przewaga polegała tylko i wyłącznie na posiadaniu piłki i na przebywaniu na połowie Górnika, bowiem dobrego strzału się nie doczekaliśmy. Górnicy pod koniec drugiego kwadransa dwukrotnie wybrali się pod naszą bramkę i to im w zupełności wystarczyło. Sieradzki objechał trzech naszych zawodników i strzelił nie do obrony. Pierwszy celny strzał w meczu i pierwsza bramka. Pierwszy szok mieliśmy za sobą. W odpowiedzi doczekaliśmy się strzałów – dwa uderzenia z dystansu obronił golkiper gości. Słabiuteńka pierwsza połowa, w której na domiar złego straciliśmy gola.

Niecałe pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy okazja Górnika, która przyniosła im drugą bramkę. Bierna postawa naszych obrońców, którzy nie pokryli strzelca. To nieprawdopodobne w jak łatwy sposób straciliśmy dwa gole. A przecież gra Górnika nic na to nie wskazywała. To najdobitniej pokazuje, że dziś strzelić ze dwa gole Bałtykowi nie stanowi żadnego problemu.

Potrzeba było dwóch bramek by nasza gra drgnęła. Dla przyjezdnych chyba dwa gole zaliczki wydawały się dosyć bezpieczną przewagą i czekali na to, co zaprezentuje Bałtyk. Przed szansą stanął Rzepa, którego chyba sparaliżowała myśl, że może strzelić pierwszego gola w Bałtyku. Zamiast huknąć na bramkę, to szukał kwadratowych jaj i zdecydował się podawać. Beznadziejny wybór.

Wtem, kopia sytuacji z drugiej bramki, ale tym razem Matysiak uratował nas przed stratą trzeciego gola.

Jak trwoga to do… stałych fragmentów. Uderzenie Sosnowskiego z rzutu wolnego dało nam korner. Centra Wesołowskiego spadła na nogę Bejuka, który bez przyjęcia uderzył na bramkę. Po rykoszecie mieliśmy kontaktowego gola.

Pozostawało pół godziny gry. Przeważaliśmy, ale nic nam nie wychodziło. Sytuacji zero, ale właśnie przez to, że się staraliśmy, że chcieliśmy, to w końcu nadarzyła się okazja, po której Ruszkul doprowadził do wyrównania. Było tam sporo szczęścia, ale szczęściu trzeba pomóc. Upór się opłacił.

I to wszystko na co było nas stać tego dnia. W ostatniej akcji meczu Górnik miał akcję pięciu na trzech i dzięki ich niefrasobliwości wynik się nie zmienił.

Nie zagłębiając się w szczegóły i personalia, jedyną dobrą rzeczą było to, że Bałtyk podniósł się z 0:2 na 2:2. Złych rzeczy była cała masa. Oddaliśmy tylko dwa celne strzały z pola karnego i oba wpadły do siatki. Nasza gra do przodu jak szwankowała, tak dalej szwankuje. Tyle że posypała nam się gra w defensywie i już o zwycięstwach typu 1:0 na razie możemy zapomnieć. Ogromna liczba złych zagrań – to niecelne krótkie podania, to niecelne dalekie podania, złe przyjęcia piłki, złe decyzje, złe dośrodkowania z boku pola karnego. Prawdę mówiąc, to z gry stworzyliśmy sobie tylko jedną dogodną sytuację, ale i wtedy nie oglądaliśmy uderzenia tylko Rzepa zdecydował się na podanie.

Fajnie, że nasi walczyli i dogonili rywala. Emocje były, ale Bałtyk dziś zagrał bardzo słabe zawody. Wywalczyliśmy jeden punkt, pozostałe dwa nam uciekły. Łącznie w Gdyni ugraliśmy 18 punktów, drugie tyle poszło w siną dal. Ten mecz koniecznie trzeba było wygrać. Poprzednie nasze zwycięstwa nie były nazbyt przekonujące. W Kaliszu i z Kleczewem o zwycięstwach decydowały rzuty karne. W Manowie mecz kosztował nas wiele nerwów. Dziś trzeba przyznać, że żyłka pękła i należy jasno powiedzieć, że z taką grą to nie ma sensu patrzeć na wyniki Gwardii Koszalin. Dziś strata do lidera wynosi 5 punktów. W piątek może wynosić 8. Jedenaście spotkań do końca. Owszem, szansę nadal będą, ale z taką formą to ta przewaga będzie tylko stopniowo rosnąć. Na dziś o awansie nie ma co myśleć. Tylko diametralna poprawa gry może sprawić, że jeszcze będziemy się liczyć w wyścigu o pierwsze miejsce.