Okazałe zwycięstwo na koniec sezonu [relacja]

Maciek.

Bałtyk Gdynia wygrał z Gwardią Koszalin 4:1. Zwycięstwo na pocieszenie, ale i tak miło w taki sposób zakończyć sezon. Od początku meczu stwarzaliśmy sytuacje, następnie doszła skuteczność i aż czterokrotnie trafiliśmy do siatki rywali. Jeszcze długo będzie się nieść echo takich słów jak "szkoda", "żal", "trzeba było pokonać Chwaszczyno". Biało-niebiescy zagrali dziś z zębem i ich gra mogła się podobać. Należą się brawa za postawę i jedynie pozostaje ogromny niedosyt, że stawką tego meczu nie był awans do II ligi. Sezon kończymy na trzecim miejscu, dwa punkty za mistrzem. Rok temu również zajęliśmy trzeci plac, ale strata wynosiła 7 oczek. Dwie bramki Piotra Ruszkula zapewniły mu koronę króla strzelców w Bałtyku (12). O jedno trafienie mniej miał Wojciech Zyska, który przed meczem otrzymał z rąk kibiców pamiątkowy puchar dla najlepszego zawodnika Bałtyku Gdynia w sezonie 2016/17 w plebiscycie kibiców.  

Bramki: 1:0 10 min. Piotr Ruszkul, 2:0 12 min. Piotr Ruszkul, 3:0 50 min. Piotr Karasiński, 3:1 69 min. Robert Ziętarski, 4:1 79 min. Krzysztof Rzepa

BAŁTYK: Matysiak - Gołubiński, Sadowski, Karasiński, Wypij - Garczewski (65' Buławski), Zyska, Sosnowski (65' Młynarczyk), Kuzimski (82' Poręba) - Ruszkul (53' Rzepa), Bejuk

Początek spotkania w wykonaniu Bałtyku był piorunujący. Zjedliśmy rywali w ciągu kwadransa. Pressing, walka, naciskanie i dobra gra piłką. Stąd wzięły się sytuacje strzeleckie i bramki. Zaczęło się od pomyłki w dogodnej sytuacji – podawał Sosnowski, źle bramkarza lobował Ruszkul. Za drugim razem się nie pomylił i wykorzystał podanie Zyski, a wszystko zaczęło się od odbioru piłki i jej utrzymania w strefie obronnej. Po rzucie wolnym kolejny strzał Ruszkula, który obronił bramkarz. Emocje ostudził sędzia z flagą, który podniósł ją sygnalizując spalonego (pomylił się, ale nie była to łatwa sytuacja do oceny). Kolejne przejęcie piłki i Sosnowski uruchamia Garczewskiego, który na gazie leci pod końcową linię i podaje w pole karne, Bejuk nieczysto trafia w piłkę, ale bramkarz nie najlepiej interweniuje i prowadzenie podwyższa Ruszkul. Nie minął kwadrans gry, a prowadziliśmy już dwoma bramkami. Ostatni raz tak dobrze w mecz na NSR weszliśmy 18 października 2014 roku, gdy po niespełna dwunastu minutach prowadziliśmy z GKS Przodkowo 3:0 (Rusinek 1' Krzemiński 11' Rusinek 12’).

Gwardia pierwszy raz zagroziła nam w 19. minucie, nawet trafiła do bramki, ale nasi obrońcy dobrze trzymali linię i złapali w pułapkę ofsajdową Brzeziańskiego.

Na kolejne zagrożenie trzeba było czekać 20 minut. W tym czasie niewiele ciekawego działo się na boisku. Taka trochę ligowa rąbanka. Wszelkie próby ukąszenia kończyły się fiaskiem. W 38. minucie kontrę biało-niebieskich finalizował Garczewski, ale mieliśmy tylko rzut rożny. Chwilę później niedobre ustawienie naszych stoperów i Brzeziański mógł strzelić gola kontaktowego. Na nasze szczęście piłka minęła słupek od zewnętrznej strony.

Pierwsza część meczu to zabójczy początek gdynian i jedna groźna akcja gości.

Po zmianie stron dwa strzały Brzeziańskiego obronił Matysiak. Na połowie Gwardii hasał Garczewski. Po jednej z jego akcji mieliśmy rzut rożny – dogrywał Kuzimski, skutecznie główkował Karasiński. Później „Karaś” mógł zdobyć kolejną bramkę, ale niewiele się pomylił strzelając tym razem nogą.

Gol przyjezdnych był dziełem stałego fragmentu gry. Celnie główkował Ziętarski.

Biało-niebiescy nadal atakowali i szukali następnych bramek. Swego dopięli zmiennicy. W końcowej fazie akcji Buławski podał do Rzepy, który strzelił swojego pierwszego gola dla Bałtyku w meczu ligowym. Gdyby opisać styl tego uderzenia określilibyśmy jako pierdołowaty. Taki typowy dla Krzyśka, który czasem gra nieporadnie i taka też była ta bramka. Ale najważniejsze, że wpadło do siatki i było widać szczerą radość naszego zawodnika. My również się cieszymy! Rzepa przyszedł do Bałtyku zimą 2016 roku. Wówczas wiosną zagrał ledwie 29 minut (z Gwardią). Kontuzja uniemożliwiła mu dalsze występy. W tym sezonie grał już regularnie i na pierwszą bramkę w Bałtyku czekał łącznie 1106 minut.

Bałtyk wygrał wysoko, przekonująco, w dobrym stylu, na który wielokrotnie narzekaliśmy. Gwardia była tego dnia bezzębna. Jej postawą nie możemy po części być zaskoczeni. W czwartek świętowali awans i szczerze byśmy nie zdziwili się, gdyby ktoś jeszcze grał na kacu. Jednocześnie jesteśmy dalecy od pisania, że gdybyśmy wygrali z KSCh, to byśmy mieli awans. Nie. Gdybyśmy wygrali z KSCh, to byśmy mieli zupełnie inne spotkanie. Gwardia by się mocniej przyłożyła. Mielibyśmy wymarzony finał sezonu. 

To jednak nie umniejsza postawie biało-niebieskich. Wykonali w tym meczu kawał dobrej pracy. Imponować mógł pressing z początku spotkania. Zaangażowanie i chęć dobrego zakończenia sezonu przyniosła nam szybkie prowadzenie. Na ogół piłka nas się słuchała. Przyjemnie się patrzyło na grę Bałtyku. Można jedynie przyczepić się do kilku prostopadłych podań, ponieważ w linii obrony Gwardii robiły się wolne przestrzenie i było kilka okazji by to wykorzystać.

Gra w obronie dobra. Linia pomocy z asystami, więc ich bilans również korzystny. Ruszkula i Garczewskiego już chwaliliśmy, ale kilka słów należy zaadresować do Bejuka. Pamiętamy, że się zagotował i nie utrzymał ciśnienia po meczu z Chwaszczynem. Do Jarocina nie pojechał. Przeciw Gwardii zanotował bardzo dobry mecz. Ktoś zarzuci, że nie miał sytuacji bramkowych, ale swoją grą stwarzał je kolegom. W oczy rzucała się chęć rehabilitacji za scenkę po meczu z KSCh. Cofał się w linię pomocy, odbierał piłkę, walczył, rozgrywał. Sportowa złość w czystej postaci.

Zyska udowodnił, że był najlepszym piłkarzem w sezonie. Przyjemnie się patrzy na spokój w jego grze. Lewa, prawa noga. Przegląd pola. Dziś chyba w sferze marzeń jest utrzymanie tego zawodnika przy Olimpijskiej.

Koniec sezonu to zwykle czas podsumowań. Jedno takie z pewnością przygotujemy. Jedną ze składowych będzie gra młodzieżowców. Mecz z GK pokazał, że do składu mogą się na dłużej przebić Buławski i Gołubiński. Dla Gołubińskiego to było piąte spotkanie i drugie z rzędu w pełnym wymiarze czasowym. Jesienią uzbierał 9 minut. Jest szybki i nieustępliwy. Nabierze pewności siebie i może namieszać w linii obrony. Potrzebne mu są po prostu kolejne minuty w III lidze. Buławski szybki, zwinny, nie boi się wejść w drybling. W grze obronnej nie odpuszcza i gryzie w kostki. Kto wie, czy nie nadchodzi ich czas w Bałtyku…

Koniec sezonu. Osobiście chciałem emocji do samego końca i one były. Nie przypuszczałem, że walka o awans będzie wyścigiem ślimaków. Nikt specjalnie nie kwapił się do ucieczki. Chyba nie będzie dużą pomyłką stwierdzenie, że o awans było w tym sezonie bardzo łatwo. Że nie sprostaliśmy temu zadaniu – to inna para kaloszy. Było wiele dobrych i złych momentów. Z tych dobrych, to te chwile, gdy jesienią obejmowaliśmy fotel lidera. To radość Bałtyku po zwycięstwach na czele z tą po 5:1 w Chwaszczynie. Ze złych momentów utkwią najbardziej porażka w Kamienicy Królewskiej i porażka u siebie z Chwaszczynem.

Dziękujemy że byliście z nami i zaglądajcie nadal na nieoficjalną.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież