Jarota Jarocin - Bałtyk [relacja kibicowska]

AdrianEW.

Kilka tygodni temu planowaliśmy wybrać się do Jarocina większą grupą. Jednak utrata szans na awans spowodowała, że na mecz o pietruchę zdecydowaliśmy się jechać jedynie kontrolnie w 10 osób, żeby nie było zera. Jedno auto padło i do Jarocina dojechało 5 Kadłubów. Wieszamy małą flagę. Kilka razy coś krzyknęliśmy i tyle. Kibice Jaroty mieli młyn, ale też bez jakichś fajerwerków dopingowych. Ilu ich było, nie nam oceniać, gdzieś pewnie przeczytamy.

Podbili do nas na bajerę i ustaliliśmy, że wymienimy się wlepami po meczu, bo w aucie mieliśmy te na wymianę. "Fotografowie" jednak mieli jednego niedaleko nas i spanikowali. Zaczęli biegać za nami. Nie wiem co sobie myśleli? Może, że się bić chcemy? Durnie bez szkoły. Jechali za nami całą drogę. Jarota czekał na nas ponoć po drodze ze swoimi klaserami i wlepami na wymianę. Nie widzieliśmy ich jednak. Co ciekawe, dowiedzieliśmy się dzień po meczu, że koledzy z Konina i Ostrowa też chcieli powymieniać się z Bałtykiem na pamiątki, ale liczyli na większą grupę. W 40 osób jechali za nami do Poznania. Również ich nie widzieliśmy. Zresztą proporcje były takie, że tylko kilku z nich mogłoby się z nami powymieniać.

W trakcie meczu pewien młody człowiek chciał nam zawinąć flagę z płotu mimo wcześniejszej umowy z jego kolegami, że powymieniamy się po meczu. Zareagowaliśmy i flaga została na płocie, a młodzieńcowi wytłumaczyliśmy, żeby nie próbował więcej.

W sumie ciekawy wyjazd, tylko że połowy rzeczy, które zrobiły go ciekawym dowiadujemy się już po nim.

Zaliczamy w ten sposób komplet na wiosnę i tylko drugiej ligi żal. Może gdyby nasi grajkowie się ręką strzelać nauczyli? No ale nie ma co gdybać.

jj bg relkib w171

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież