Początek rehabilitacji [zapowiedź]

Maciek.

W sobotę o godzinie 17:00 Bałtyk Gdynia zmierzy się w Wolinie z Vinetą. Po tym, co się stało w środę w Kamienicy Królewskiej, mamy nadzieję, że do przerwy wynik meczu już będzie załatwiony. Piłkarze chyba zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Wypuścili z rąk wojewódzki Puchar Polski i teraz w niesławie jadą do beznadziejnie grającej Vinety. 0, 1, 1, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0 - tak punktowała w ostatnich meczach Vineta.  

Jak można było zaprzepaścić taką okazję. Przecież to była totalna wyprzedaż. Promocja jaka prędko może się nie powtórzyć. Kamienica Królewska, Gryf Słupsk i ktoś z pary Grom Nowy Staw/Powiśle Dzierzgoń. Każdy mecz warty 10 tysięcy złotych. Łącznie 30 tysięcy do wzięcia za trzy zwycięstwa z zespołami z IV i V ligi. Wydawało się, że to pewniak. Że w końcu będziemy mogli mieć choć trochę więcej radości. W klubie raczej się nie przelewa i kiedy jak nie teraz mogliśmy wierzyć w sukces i spory jak na nasze warunki zastrzyk gotówki. Niestety, Bałtyk zawiódł nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni.

Jutro zweryfikujemy, czy istnieje takie pojęcie jak „sportowa złość”. Po takiej kompromitacji biało-niebiescy powinni od samego początku zagryźć rywala. Okazja wydaje się idealna, bo Vineta notuje porażkę za porażką. Co nie znaczy, że zwycięstwo zmaże środowy wynik pod Sierakowicami.

Wiosną z Vinetą przegraliśmy u siebie 1:2. To było również traumatyczne przeżycie. Od 37 minuty goście grali w osłabieniu. Chwilę później Wojciech Zyska wyrównał na 1:1 z karnego i w drugiej połowie mieliśmy dobić przeciwnika. Nic z tych rzeczy. Vineta dobiła nas.

Dziś wyspiarze mają swoje problemy. Jedną nogą są już w IV lidze. Kto by pomyślał, że tak skończy mistrz ligi z poprzedniego sezonu. Nie zagłębiamy się w kłopoty wolinian, bo my mamy swoją robotę do wykonania.

Bałtyk, jak widać po tabeli, nie poddaje się w walce o awans. Jako kandydat do gry w II lidze przez takie spotkanie jak jutrzejsze powinien przejść bez żadnych turbulencji. To tylko teoria, bo wiemy, że biało-niebiescy muszą się sporo napracować i namęczyć, by zdobyć trzy punkty. Miejsce przeciwnika w tabeli nie gra roli. Z każdym mamy równie trudne potyczki.

O wyniku w Kamienicy nie da się szybko zapomnieć. W tym wypadku tylko awans może zabliźnić rany. A do tego jeszcze daleka droga. Zszywanie ran zaczynamy w Wolinie. A potem Lech II, Jarota czy Gwardia… Za miesiąc już będzie wszystko jasne.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież