Leśnik Manowo – Bałtyk [relacja kibicowska]

AdrianEW.

Dzik jest dziki, Leśnik jest zły i pokazał, że ma kły.

Przeczesując wiadomości i informacje o Manowie natrafiłem na wzmiankę o przenoszeniu dzików złapanych w Szczecinie do nadleśnictwa Manowo. Stąd właśnie tak brzmi pierwszy wers artykułu, w którym w skrócie napiszemy o przygodach Kadłubów w zalesionych terenach koszalińskich.

Dżi-pi-esy szalały, a w odnalezieniu kameralnego stadionu w Manowie pomagały znajomość sztuki nawigacji, zachodni wiatr ze wschodu, kompas i zdolności operowania azymutem. W trakcie tej terenowej jazdy na orientację padł jeden BWP. Zrzutka wśród załóg innych Bojowych Wozów Piechoty pozwoliła na częściowe sfinansowanie, wcale nietaniej, operacji ratowniczej.

Kibice Bałtyku trafili jednak do Manowa. 25 osób z flagą i bębnem wspierało biało-niebieskich w meczu, który łatwym nie był. Na całym stadionie może z 70 osób poza nami, ale piłkarze Leśnika widocznie lubią grać dla samego grania. Zapewne zmotywowani zapowiedzią z oficjalnej, która pogardliwie zadrwiła z “Leśnika Dołowego”, wznieśli się na wyżyny i bardzo pragnęli zdobyć swój siódmy punkt właśnie w meczu przeciwko naszemu Bałtykowi. Sztuka ta prawie im się udała, a na boisku wyróżniał się tym razem gracz o ryżych włosach i wyjątkowo jasnej karnacji. Za slaby jednak do Bałtyku. Biegał trochę jak oszalały, jakby chciał się popisać. Tak wiec lista życzeń nie rośnie.

Mecz kończy się wygraną Bałtyku, trzecią z rzędu i to cieszy najbardziej. W dobrych humorach udajemy się wiec w drogę powrotna, a że część organizowała pomoc dla rozbitków z przedmeczowego rajdu, ta ekipa rozjechała się oddzielnie. Był to błąd. Nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie pomóc bliźniemu. Jeden z naszych pojazdów jadąc stówką na godzinę zauważył mężczyzn, zapewne pracowników pobliskiego tartaku, którym nieszczęśliwie wysypały się kłody drewna na drogę. Szczęśliwie żadnego z nich nie potrąciliśmy wszak przy takiej prędkości mogło dojść do tragedii. Stajemy kilometr dalej, męczeni wyrzutami sumienia, że nie pomogliśmy drwalom. Zdzwaniamy się z resztą grupy, próbujemy razem wracać na miejsce gdzie owych mężczyzn widziano. Nie byliśmy jednak potrzebni, gdyż służby państwowe już zabezpieczyły teren przyleśny, a drwale powrócili do lasu dalej ciąć drzewo. Szkoda, że nie przyszli i nie poprosili po prostu o pomoc, bo zapewne kilku chłopaków poszłoby z nimi zbierać rozrzucone kłody, a tak to prawie wypadek był.

Podsumowując - chcemy dobrego murzyna, a rudego jednak nie! Robimy rozpoznanie za działaczy, muszą nam po prostu zaufać.
manowo bg1

Komentarze  

#1 Malarz 2017-04-10 22:28
Zabawne i ciekawe te opisy. Powinniscie zina wydawac haha
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież