- Bałtyk liderem! Tradycyjnie wygrywamy 1:0

Maciek.

baltyk gdynia III liga, 9. kolejka: 2.10.2016 r. godz. 15:00  swit skolwin
BAŁTYK Gdynia 1-0 Świt Skolwin
2. połowa
60' in K. Rzepa out M. Młynarczyk    
60' in K. Garczewski out M. Kuzimski    
    J. Jóźwiak out M. Krystek in 60'
65' gol T. Bejuk 1-0  
    K. Walków out M. Garlejin 70'
     M. Wyganowski out S. Prokopowiczin 74'
    A. Ładziak out S. Kurczak in 77'
85' czk P. Ruszkul   
     J. Jóźwiak czk 85'
    G. Szczepanik zk 85'
89' in K. Wesołowski out T. Bejuk    
    S. Kurczak zk 85'
     
Matysiak - Jadanowski, Proena, Karasiński, Poręba, Kuzimski, Zyska, Sosnowski, Młynarczyk, Ruszkul, Bejuk   Rosa - Wyganowski, Kronkowski, Odlanicki, Poczobut, Graś, Jóźwiak, O. Szczepanik, Ładziak, G. Szczepanik, Krawiec, Walków
Zapis relacji live

ZAPOWIEDŹ | SKRÓT | BRAMKA | GALERIA #1 | GALERIA #2
MISIEK OD KUCHNI


RELACJA


Tomasz Bejuk w 65. minucie spotkania strzelił jedynego gola w meczu. Bałtyk Gdynia pokonał Świt Skolwin 1:0 i z przewagą trzech punktów nad Elaną Toruń oraz Sokołem Kleczew zajmuje pierwsze miejsce w tabeli. W sytuację bramkową zamieszani byli Piotr Ruszkul oraz bramkarz i obrońca Świtu. Najsprytniej zachował się nasz napastnik, który głową strącił piłkę do nieobstawionego Bejuka, a ten z bliska posłał piłkę do pustej bramki. Przed Ruszkulem co najmniej dwa mecze przerwy po tym, jak sam chciał wymierzyć sprawiedliwość na rywalu, za co otrzymał w 85. minucie czerwoną kartkę.

Największe zaskoczenie przed pierwszym gwizdkiem? Aż pięciu młodzieżowców w wyjściowej jedenastce. A przed sezonem były lekkie obawy właśnie o zawodników urodzonych w 1996 roku i młodszych. Przed tygodniem w Bydgoszczy od początku meczu wystąpiła ich czwórka. Marcin Martyniuk nie boi się stawiać na młodych. Mateusz Młynarczyk drugi raz w sezonie dostał szansę gry w pierwszym składzie. Marcin Poręba i Filip Sosnowski to na dziś pewniaki pierwszego garnituru. Jacek Jadanowski wykorzystał nadarzającą się sytuację i odkąd wskoczył do pierwszego składu, Bałtyk nie stracił bramki - piąty mecz z rzędu w jedenastce. Pod nieobecność Tomasza Wypija zagrał Arkadiusz Proena. Mogliśmy również liczyć na wartościowe zmiany – Garczewski, Rzepa i Wesołowski, który już wyleczył kontuzję. Natomiast wciąż z problemami zdrowotnymi walczy Karol Szopiński.

Wszystko, co ciekawe, miało miejsce w pierwszych 20 minutach. Bałtyk było stać na akcję, którą wypracowali Wojciech Zyska z Piotrem Ruszkulem, ale Tomasz Bejuk skiksował i piłka przeleciała tuż obok słupka. Druga sytuacja dająca nam nadzieje na bramkę to strzał Piotra Karasińskiego po rzucie rożnym, ale tu pomyłka była znacznie większa. Poza tym w tworzeniu akcji sporo pomyłek, niedokładności i momentami rysował się brak pomysłu. Blado wypadliśmy w pierwszej części meczu.

Więcej sytuacji mieli przyjezdni. Rywale nie dali się zepchnąć pod swoje pole karne, czego doświadczaliśmy w poprzednich meczach w Gdyni. Świt grał przede wszystkim piłką, wymieniał często podania na małej przestrzeni. Marcin Matysiak musiał kilkakrotnie interweniować. Goście byli na pewno najlepszą drużyną spośród tych, które mieliśmy okazję widzieć na Narodowym Stadionie Rugby.

Drugie połowy z reguły są naszą mocniejszą stroną. Po tej biedzie w pierwszych odsłonach, po prostu musi być lepiej. I szybko mieliśmy nadzieję na pierwszego gola, gdy wydawało się, że Mateusz Młynarczyk stanie oko w oko z bramkarzem. Dał się jednak dogonić i stoper czystym wślizgiem zamknął temat.

Kolejne minuty przyniosły jedną okazję, ale na minimalnym spalonym był Ruszkul i bramka nie została uznana. Trzeba było reagować i nastąpiła wymiana dwóch skrzydeł. Na placu zameldowali się Krzysztofy – Garczewski i Rzepa. To było dobre posunięcie, o czym żywo przekonaliśmy się po pięciu minutach od przeprowadzenia roszad. Zmiennicy mieli swój udział przy bramce Tomasza Bejuka. Od początku meczu byliśmy już wirtualnym liderem, ale prowadzenie 1:0 dawało nam radosnego lidera, choć pozostawało jeszcze pół godziny gry.

Nie minęło 10 minut od objęcia prowadzenia, a nasz zespół miał sześć lepszych lub gorszych okazji bramkowych. Najbliżej był Filip Sosnowski, który nożycami obił poprzeczkę, zaś w sytuacji pięciu na trzech kompletnie się pogubiliśmy – konkretnie strzelec bramki. W odpowiedzi Świt miał swoją wymarzoną sytuację. Zdrzemnął się Marcin Poręba, ale ku naszemu szczęściu Matysiak nie musiał interweniować. Odetchnęliśmy, bo to po prostu musiało skończyć się golem (80’). Pięć minut później faulował Zyska i po chwili rozpętała się afera. Zagotowało się w głowie i w ręku Piotra Ruszkula. W efekcie nasz najlepszy strzelec wyleciał z boiska. Po stronie gości żółta kartka dla grającego zawodnika i czerwona dla przebywającego na ławce rezerwowych. Z doliczonym czasem gry mieliśmy jeszcze 10 minut meczu, ale Świt nie znalazł sposobu na gdyńską defensywę. Wszelkie próby dostarczenia piłki w pole karne kończyły się naszą grą na uwolnienie lub mądrym utrzymaniem futbolówki. W spokoju dotrwaliśmy do ostatniego gwizdka, który uradował biało-niebieską rodzinę.

Kilka kwestii zyskało dziś swoje potwierdzenie. Bałtyk w Gdyni nie strzela goli przed przerwą. Bałtyk strzela tylko jednego gola w meczu i ma on miejsce w drugiej połowie. Patrząc na wszystkie 12 bramek, to tylko 3 padły w pierwszej połowie (Przodkowo, Kleczew i Konin). Bałtyk cztery razy nie stracił bramki w Gdyni (tylko Wda znalazła na nas sposób). Gdy mamy rywala na widelcu, zamiast go zjeść, to się pieścimy, delektujemy i do końca pozostajemy w napięciu. Marcin Matysiak z piątym czystym kontem z rzędu i w następnym spotkaniu stanie przed szansą na pobicie swojego rekordu minut bez wpuszczonej bramki w barwach Bałtyku. Na jesieni sprzed roku nasz golkiper wytrzymał 513 minut. Teraz stoper wskazuje 450 minut i zacznie biec dalej w najbliższym spotkaniu.

W środę w Gdańsku przy ul. Hallera 201 zagramy w regionalnym Pucharze Polski z Gedanią. Pierwszy gwizdek o godzinie 16:00. Następnie w sobotę o 15:00 podejmować będziemy Elanę Toruń.

czerwo rusekOj Rusek Rusek, wszystko na oczach arbitra, niepotrzebne nerwy, które trzeba było utrzymać na wodzy.