Misiek od kuchni [odc. 9 - Wolin]

Maciek.

Wczoraj dowiedliśmy (TUTAJ), że Vineta nie zagrażała naszej bramce w taki sposób, w jaki czynili to biało-niebiescy. Największe zagrożenie dla Marcina Matysiaka stanowili nasi obrońcy. Niby tylko dwie pomyłki, ale kosztowały nas one stratę punktów. Przedstawiamy akcje drużyny gości zatrzymując się na chwilę przy pierwszej bramce. Straciliśmy gola po 561 minutach, więc wypada zbadać jej okoliczności.

Centra zawodnika lewonożnego na dwa metry przed końcem boiska. Nad Piotrem Karasińskim poznęcaliśmy się już wcześniej. Piłka odchodząca. Naszym zdaniem Matysiak mając to na uwadze oraz uwzględniając dużo wolnego miejsca przed sobą - zawodnik Vinety w momencie dośrodkowania był 15 metrów od bramki – powinien stać wyżej w polu bramkowym, co umożliwiłoby mu złapanie dośrodkowania. Piłka leciała dwie sekundy i delikatne przyspawanie do linii bramkowej wpakowało Kewina Wesołowskiego w tarapaty. Jak zauważymy na filmie, komunikacja była prawidłowa, ale ostatecznie na nic to się zdało.

Marcin zapoznał się już z materiałem dowodowym i sprawdzamy, czy podziela naszą opinię, czy może jego perspektywa niesie za sobą inne zdanie. Pytamy więc naszego bramkarza o cenę tej sytuacji.

Marcin Matysiak: Dwie sekundy to bardzo mało, ale bramkarz zazwyczaj w mniejszym czasie musi podejmować decyzje. Co do sytuacji bramkowej, piłka wcale nie była taka łatwa do wyjścia. Była odchodząca i dość wysoka. Mogłem zaryzykować i wyjść, ale nie byłem pewny, czy do niej dojdę i podjąłem decyzję o wycofaniu pozycji. Niestety, nie udało się złapać strzału, chociaż mało brakowało. Trzeba wyciągnąć wnioski i pracować dalej.

W sytuacji sam na sam z bramkarzem oraz przy rzucie karnym, to bramkarz stoi w gorszej pozycji. Przy sytuacji sam na sam Matysiak nie dał rady wybronić piłki, ale o tyle sprytnie się zachował, że sfaulował rywala dając sobie jeszcze jedną szansę na obronę. Tym razem się nie powiodło i drugi raz trzeba było wyciągać piłkę z bramki.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież