Bałtyk - Vineta [analiza i skrót]

Maciek.

Na chłodno. Minęły dwa dni od feralnej porażki. Piłkarze są już myślami przy Pogoni II Szczecin, ale my jeszcze powspominamy naszą domową porażkę, która z przebiegu meczu nie miała prawa się wydarzyć.

Rzadko nam się zdarza przegrana w Gdyni, więc jeszcze jutro będzie jedna analiza. Czym sobie Vineta zasłużyła na zwycięstwo wobec postawy Bałtyku? Strzelili bramki po błędach, które naszym środkowym obrońcom zdarzają się niezwykle rzadko. Przy pierwszej bramce było kilka błędów, ale praca stoperów jest jak praca sapera. Nie ma miejsca na pomyłkę. Mateusz Kuzimski się pomylił, Krzysztof Rzepa się pomylił. Można mówić: wpadnie następna. Te setki trzeba strzelać, bo kolejnych może nie być, a tak się trafiło, że Karasiński i Wypij maczali palce przy obu golach. Przez sześć spotkań grali praktycznie bezbłędnie. W końcu musieli się pomylić, ale koledzy z ataku powinni na te błędy odpowiedzieć, bo sytuacji nie brakowało.

Bramki można strzelić wtedy, gdy oddaje się strzały. Kiedy pytają mnie: ile Vineta oddała takich uderzeń, po których musieliśmy odetchnąć? Odpowiadam: zero. Po kolei. Pierwszego gola strzelili nie po strzale, a po niefarcie Kewina Wesołowskiego, który nabił głowę rywala. Pech, którego można było zapobiec – Karasiński dopuścił do centry, a Matysiak – o jego postawie jutro. Następnie Ława z dystansu – kontrola Matysiaka, Nagórski z dystansu – pewnie Matysiak. W drugiej połowie babol naszego kapitana i gol z karnego. Później dwa marne strzały z rzutów wolnych. Tak więc nie było ani jednej takiej sytuacji gorączkowej. Vineta skorzystała z naszych pomyłek.

Teraz o akcjach Bałtyku. W pierwszej połowie zza pola karnego mieliśmy trzy strzały, ale w środek bramki, chociaż bramkarz ani jednej piłki nie złapał. W pierwszym przypadku Kuzimski mógł pokusić się o skuteczną dobitkę, ale było tam mało miejsca na posłanie piłki do siatki. Stuprocentowa sytuacja Kuzimskiego – nie da się wyjaśnić pomyłki. Gol Zyski z rzutu karnego. W drugiej połowie Kuzimski głową po rożnym. Garczewski obok słupka. Karasiński spudłował z pola bramkowego, podczas gdy już widzieliśmy piłkę w bramce. Stuprocentowa sytuacja Rzepy – nie da się wyjaśnić pomyłki.

Pierwsze skrzydło nam podciął gol na 1:2. Drugie skrzydło podcięła nam zmarnowana okazja Rzepy. I od 65. minuty nadeszło zaćmienie. Błędy, faule, brak okazji strzeleckich. To nie był nasz najgorszy mecz w Gdyni. To były nasze najgorsze minuty począwszy od 65. Słabszy mecz choćby trafił nam się w Gdyni z Kaliszem, a i z Leśnikiem nie było takich super sytuacji. Spotkań wyjazdowych pod uwagę nie bierzemy, bo tam gra się inaczej, więc to odrębny temat.

Piłka nożna to taki sport, gdzie nie zawsze wygrywa drużyna lepiej grająca w piłkę. To gra błędów. To gra, w której wygrywa skuteczniejszy. To gra, w której czasem trzeba mieć szczęście, farta. Vineta wygrała dzięki naszym dwóm błędom i naszym braku skuteczności. 65 minut niezłej postawy biało-niebieskich i 25 beznadziejnej gry. To tylko sport i aż sport. Żal po prostu okoliczności porażki. A teraz zapraszamy na materiał video.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież