Drugi wywiad z dyrektorem Bałtyku - Stanisławem Rajewiczem

Maciek.

Podsumowanie przerwy letniej w rozgrywkach. Łukasz Kowalski był przymierzany do Bałtyku Gdynia. Plany na jesienną rundę. Na te tematy odpowiada nam dyrektor klubu – Stanisław Rajewicz. To drugi wywiad przeprowadzony z panem Rajewiczem w ostatnim czasie.

Jak podsumowałby Pan okres od ostatniego meczu ligowego ubiegłego sezonu do pierwszego meczu ligowego w Turku?

Stanisław Rajewicz: W ciągu półtora miesiąca dużo się zmieniło, ale to w klubach II ligi jest normą. Wystarczy rzucić okiem - Tychy pozyskały ośmiu ludzi, Elana - dziewięciu, Zagłębie bodaj czternastu, Tur wymienił prawie całą kadrę. I tak można wyliczać. Wszyscy, którzy chcą coś osiągnąć, poprawić, poszukują. Jeśli piłkarz przez pełną rundę na poziomie de facto trzecioligowym nie potrafi pokazać niczego wartościowego, przekonać do siebie szkoleniowca, to żadnej ze stron nie opłaca się marnować czasu. Szczególnie w sytuacji, gdy mniemanie piłkarza o własnych umiejętnościach rozmija się z rzeczywistością. Zawsze może być lepiej, ale mamy wrażenie, że dziś nie jest tak źle, jak niektórzy wieszczyli. Kadra wygląda obiecująco, średnia wieku jak zawsze stosunkowo niska. Wszyscy w klubie wiemy, że brakuje nam lidera z prawdziwego zdarzenia, ale o takiego gracza nie jest łatwo. Z pewnością Piotr Włodarczyk, gdy podpisze kontrakt, może dać drużynie dużą porcję doświadczenia, boiskowej mądrości, a przy tym dodać młodszym kolegom pewności. Chciałbym, aby transfer piłkarza tego formatu był iskrą, która wznieci ogień, wywoła w innych zawodnikach atuty, z których uzewnętrznieniem mają kłopot na boisku. Bo w Bałtyku naprawdę mamy kilku naprawdę dobrze rokujących graczy, tylko że właśnie nadchodzi czas, aby dali swym zdolnościom upust. Stara się o to Marek Witkowski, a taka postać jak Włodarczyk może w tym pomóc. Kibice Bałtyku wiedzą, że gdy biało-niebiescy złapią wiatr w żagle, strzelą gola, to stać ich na wiele. Ileż razy mogło być dobrze, ale gol nie padał i robiło się słabo?

Czy dziś, gdy kadra już pomału się zamyka może Pan powiedzieć jacy zawodnicy byli w kręgu zainteresowań Bałtyku, a których nie podołaliśmy tutaj zakontraktować?

Stanisław Rajewicz: W II lidze kwestia skuteczności transferowej nie zależy wyłącznie od stanu posiadania, a bywa nie raz i nie dwa zależna od sytuacji niezwiązanych ze sportem. Pamietamy przypadek Kowalskiego sprzed roku, teraz żyjemy sprawą Włodarczyka. Ani wtedy, ani teraz nie chodzi o pieniądze. Chodzi o granie w piłkę. Jakoś tak się składa, że nasz klub ma szczęście. Generalnie, znając realia, nie szukamy piłkarzy spoza naszej bajki, nikt nam nie zarzuci, że psujemy rynek, jednak zdarza się, że szukamy gracza zdolnego zainspirować zespół, kogoś, kto nie załamie się pod ciężarem presji i odpowiedzialności. Łukasz Kowalski był gotów wrócić, ale był też szczery. Oferta Niecieczy na nowy sezon wykraczała daleko poza rejon Bałtyku. Mimo to wciąż byliśmy gotowi pozyskac gwiazdę w wymiarze II-ligowym. Pierwsze podejście pod jednego z najlepszych piłkarzy w całej II lidze nie powiodło się, ale umówiliśmy się na drugą partię w grudniu, dlatego podać nazwiska nie mogę. Ogólnie jednak poruszamy się w granicach rozsądku. Jeśli chcemy piłkarza, a piłkarz chce do Bałtyku, zazwyczaj osiągamy porozumienie. I właściwie nigdy nie próbujemy przekonywac do gry w Bałtyku piłkarza, który rozmawia z klubem wyższej ligi. Bo w takiej sytuacji argumentem może być tylko gotówka, a Zarząd nie chce sprowadzać gry w Bałtyku wyłącznie do kasy. Jeszcze jest na to za wcześnie. Nie ta liga i nie taki skarbiec bogaty.

Jakie plany i zadania czekają drużynę na rundę jesienną?

Stanisław Rajewicz: Sytuacja może rozwinąć się różnie, na razie zanotowaliśmy falstart w Morągu, piłkarze narobili sobie wstydu. Jednak i drużyna, i sztab szkoleniowy, i Zarząd chcą jednego - miejsca w czołówce, blisko strefy awansu. Dla emocji, adrenaliny, dla kibiców, dla siebie, dla przyjemniejszej pracy, wreszcie dlatego, że zimą - jeśli jesień będzie dobra - może zdarzyć się coś lepszego. Może weprzeć nas nowy sponsor, może wzmocnimy skład... Oczywiście, marzy nam się pierwsze miejsce, ale czegoś takiego nie będę deklarować, bo to byłyby tylko puste słowa. Każdy chce być pierwszy, w naszej grupie naliczyłbym sześciu-siedmiu kandydatów. Bałtyk ma wygrywać, zdobywać punkty - w tej materii nic się nie zmienia. Najwięcej zależy od drużyny. Wszystkiego nie wygramy, ale wystarczy być bardziej regularnym niż w poprzednich rundach, wystarczy nie rozdawać punktów tym, których wszyscy ogrywają, aby już zauważyć poprawę. A poprawa to przecież już może być miejsce w czołówce, prawda?

Dziękujemy za odpowiedzi i poświęcony czas.​​

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież