KKS Kalisz – Bałtyk Gdynia [relacja kibicowska]

Adrian EW.

Zima sroga i wyjątkowo długa dała się we znaki wielu klubom, nawet tym z Ekstraklasy. Murawy zlodowaciałe, ziąb i mróz. Kujawsko-Pomorski ZPN odwołał całą kolejkę…ale zaraz. KKS ma otwarcie stadionu. Szykują się od dawna, ma być impreza z wielką pompą. My chcemy być częścią tego święta i godnie reprezentować Gdynię w najstarszym polskim mieście. Chcemy, aby mecz się odbył. Jako że my i klub mówimy jednym głosem, nasz kierownik wykonał szybki telefon do Kalisza. Oni też chcą grać. Mają nowy, fajny obiekt, dobrą murawę i tysiące ludzi chętnych do wspólnej zabawy przy otwarciu nowego stadionu. Interweniował nawet prezydent Kalisza. Wszyscy chcą tego meczu. KKS pozapraszał gości z Polski i zagranicy. My jesteśmy gotowi do wyjazdu. W drodze są nasi przyjaciele z Węgier.

Nie ma bata, mecz musi się odbyć. Jedziemy do Kalisza tak czy siak, jak nie będzie meczu, to miasto piękne i warte zwiedzenia.

Godzina meczu ustalona była na 19:25. Mieliśmy różne pomysły, jak przedłużyć rozpoczęcie meczu do 19:30, jednak ostatecznie postanawiamy "zachowywać się" u kogoś w domu.

360 kilometrów minęło nam dosyć płynnie. Na nowym, kaliskim stadionie meldujemy się w 105 osób. Na naszą liczbę składało się 101 fanatyków Bałtyku i 4 bratanków z Węgier.
ro
Na płocie debiutuje flaga ekipy ze stoczniowej dzielnicy "Obłuże", jednej z dzielnic, gdzie Bałtyk nadal jest w sercach wielu mieszkańców na przekór modzie i trendom. Oprócz niej wieszamy flagę dzielnicy "Witomino" - ekipy od zawsze rywalizującej z Obłużem o miano najbardziej "naszej" dzielnicy Gdyni, której mieszkańcy pamiętają, że Bałtyk jest tam od zawsze . Do tego inne flagi w tym dwie Węgrów.

Na wejściu tracimy prawie całe piro (race, świece, stroboskopy). Udaje nam się jednak przemycić małe co nieco.

KKS prezentował się naprawdę dobrze. Co chwilę odliczali i odpalali piro, co przy flagach na kijach i sektorówce robiło świetne wrażenie. Sędzia cztery razy przerywał mecz z powodu zadymienia. Pachniało walkowerem.

Nie zważając na niekorzystny wynik bawiliśmy się świetnie, a raz czy dwa nawet wspólnie z gospodarzami, na przykład to odpalając race i niebieskie świece dymne. Daliśmy trochę dymu od siebie, żeby nie było walkowera, bo kto z jajami chce takiego zwycięstwa? Na wyposażeniu mamy także flagi na kijach, sektorówkę, bęben i coś w naszym stylu… A nasz styl jest jasny. My jesteśmy Bałtyk Gdynia Old School! Serpentyny i konfetti to coś, co nam bardzo się podoba i na tle dużej czarnej flagi pisanej gotykiem SKS BAŁTYK GDYNIA 1930 wszystko wyglądało elegancko. KKS nie ustawał w dopingu, my również byliśmy głośni i rytmiczni. Zaintonowaliśmy "cały stadion śpiewa z nami" i trzeba przyznać, że ktoś z nami zaśpiewał, a ktoś nam przyklasnął. Co śpiewaliśmy? A taką popularną na polskich stadionach rymowankę ;).

Liczba KKSu z naszej perspektywy trudna do ocenienia, więc wolimy zostawić ją w ocenie gospodarzom. Prezentacja bardzo dobra. W drugiej połowie po zdjęciu dużej flagi "My kaliscy fani w całej Polsce znani", wieszają flagi KKS m.in. "Onion Gang" oraz liczne flagi układowiczów z Elany Toruń, którzy bardzo licznie wspomogli kaliszan oraz włoskiej ekipy Blacklist Como, obecnej na meczu. Słychać było pozdrowienia dla Widzewa i Kotwicy Kołobrzeg.

My w drugiej połowie wieszamy transparent dla naszego przyjaciela z Lęborka, popularnego Bomby. Wielu kibiców z Polski pytało o co chodzi, wszak Bomba jest w Polsce szanowany i znany. Chcemy pomóc w nagłośnieniu sprawy związanej z tragedią w jego rodzinie. Konował, który dopuścił się tragicznych błędów musi spotkać się z karą i otrzymać zakaz wykonywania zawodu. Bomba trzymaj się! To nie puste słowa. Mimo końca zgody, Kamil może na nas liczyć zawsze!

Drugi wywieszony przez nas transparent był dla naszych przyjaciół z Węgier z okazji ich święta narodowego "Eljen a Magyar Szabadsag 15.03". Kilka razy pozdrawiamy Węgrów okrzykami.

Mecz niestety przegrywamy, ale się tym nie przejmujemy i robimy swoje.

Wychodząc ze stadionu dochodzi do dymu. Jesteśmy wypuszczani po trzech i tym razem zamiast wjeżdżać z bramą, to z nią wyjeżdżamy. Jesteśmy gazowani i inne takie tam. Chcieli zatrzymać osoby odpalające piro i mimo środków bezpieczeństwa zastosowanych przez nas, zatrzymali jednego z naszych przyjaciół, Bogu ducha winnego kolegę, który z racami nie miał nic wspólnego. Czekamy aż go puszczą, męczymy ich, ale nic to nie daje. Odjeżdżamy.

Był to mega fajny wyjazd w dobrym składzie, z bardzo dobrą prezentacją gospodarzy jak i gości. Ciekawostką jest, że na meczu na czwartym poziomie rozgrywkowym w Polsce było ponad 3000 widzów, ponad stówa przyjezdnych, a wszystko w towarzystwie aż siedmiu różnych ekip, w tym dwóch zagranicznych z Węgier i Włoch.

Z tego miejsca chcemy podziękować ekipie KKS, która bardzo pomogła nam w sprawie zatrzymanego kolegi. Zrobili więcej niż można oczekiwać w takich sytuacjach. Jesteśmy wdzięczni.

Był to kolejny mecz obu drużyn bez bluzgów i napinek. Więcej pisać nie możemy, bo co się dzieje na wyjeździe, to na wyjeździe pozostaje.

Bałtyk Gdynia Old School Fanatics!

1

1

1

1

1

1

Foto: własne / NI-FO Marcin Folmer

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież